Nie pisałam długo i jest mi z tego powodu niewymownie przykro, ale cóż, bywa. Wracam z porcją ogłoszeń - po pierwsze, na blogu będę publikować też wpisy egzystencjonalne i filozoficzne, a przynajmniej planuję. I nieco bardziej osobiste. Po drugie, dziś post dotykający wojny, ale też bohaterstwa. W zasadzie głównie bohaterstwa. I uwierzycie, Word podkreśla mi nazwisko Putina! Po krótkiej promocji (no bo hej, kto nie zacznie czytać, jak zobaczy wojnę i Putina) dodam tylko, że mam nadzieję, że po takiej długiej przerwie wypadnę nie najgorzej. I na koniec, po trzecie - znalazłam nowy szablon i ma nieco bardziej czytelną czcionkę niż poprzedni, a przy okazji jest śliczny. Może Wam się spodoba :)
Temat: Bohaterstwo, małe wielkie czyny
Liczba wyrazów: 584
Liczba wyrazów: 584
Data powstania: 01.03.2013
Dzisiaj wojna wydaje mi się nierzeczywista, nieprawdziwa,
niemożliwa do wybuchnięcia. Bo to, że wojska rosyjskie (znaczy się, rosyjskie
na 90%, ale zakładam, że inne państwa nie miałyby interesu w wysłaniu żołnierzy
na Ukrainę - przynajmniej nie przed Rosją) wkraczają do innego kraju jako
pełnoprawne siły zbrojne, przecież jeszcze nic nie znaczy, przecież jeszcze nic
się nie stało, a nuż Putin zmieni decyzję i postanowi odwołać żołnierzy, a tak
w ogóle, to co Ukraina z nami, z Polską ma wspólnego, jest może niedaleko, ale
to jeszcze nic nie znaczy. Nie wiem, co myśleć o wojnie. Cóż, pewnie będzie,
wybuchnie i zmiecie nas wszystkich z powierzchni ziemi - ale co ma
zrobić nam? I reszcie świata? Zastanawiam się, dlaczego my mielibyśmy zostać
wciągnięci w to bagno (koloru moro i krwi), prycham pogardliwie i myślę, że
przecież ileś tam lat temu, kiedy wybuchała II Wojna Światowa, ludzie też mogli
myśleć, że ich to nie dotyczy. Że to nie ich sprawa, nie ich interes i tak w
ogóle to z jakiego powodu ktoś (na przykład jakiś szaleniec, ale to rzecz do
dyskusji - hej, podobno wszyscy jesteśmy szaleńcami!) miałby na nich napaść?
Nie boję się, bo to wciąż niemożliwe i mój umysł wciąż nie przyjmuje wojny do
wiadomości, ale jestem przerażona ewentualną bezradnością.
I to o tym, o bezradności będzie dzisiejszy post, nie o
walkach dzisiaj i nie o Ukrainie - to tylko nieco zbyt przydługi wstęp, nic
więcej.
Jesteśmy bezradni, nietrudno (przynajmniej mi) to przyznać. Nie
decydujemy o losach świata, nie sterujemy życiem milionów ludzi - cóż,
przynajmniej większość z nas. Ale czy ta bezradność jest rzeczywista?
Prawdziwa? Czy naprawdę nic nie możemy zrobić?
Łatwo dojść do prostego wniosku, że jednak możemy. Jasne,
nie odwołamy wojsk (nie no, miałam nie mówić o wojskach, ale wciąż cisną mi się
na usta - to jest, palce - wybaczcie). Jasne, nie będziemy niczym sterować. Ale
jasne, nie jesteśmy przytłaczająco i straszliwie bezradni. Tylko odrobinkę.
Ciut.
Bohaterzy są bohaterami tylko dlatego, że ktoś o nich wie -
proste. Jakimś dziwnym, niewyjaśnionym trafem nikt nie mówi o dziewczynie,
która podała mikrofon dowódcy opozycji (nie szukajcie przykładów w historii, to
autorski przykład) albo o chłopaku, który uśmiechem dodał komuś pewności siebie
i sprawił, że ten zaczął przemawiać i porwał za sobą tłumy. A przecież takie
małe, niby nic nie znaczące czyny też są ważne. To one odrywają od nas
bezradność, tą przeklętą bezradność.
Jesteśmy ważni. Ważni w ten piękny sposób, który tylko my
możemy zauważyć. Nikt nie pamięta o małych czynach, ale wszyscy mówią o
wielkich. No dobrze, ale dlaczego? Dlaczego to nie ja jestem bohaterką, tylko
mężczyzna z miodowymi oczami z bloku naprzeciwko?
Filozofować nie będę, bo to przecież nie takie trudne. To
tylko rozczarowujące. Ludzie potrzebują przywódców, potrzebują motywacji, potrzebują
bohaterów. To zwyczajna chęć posiadania herosów, nic więcej. Nie każdy może być
ważny, bo wtedy nikt nie byłby naprawdę znaczący.
(Naprawdę, robię za długie wstępy, a przecież dążę tylko do
jednej małej rzeczy praktycznie wcale nie związanej z pierwszym akapitem, może
też drugim i ewentualnie trzecim. Nieważne.)
Nie wierzysz w siebie? Uważasz, że jesteś bezradny? Nie
jesteś. Jesteś motywatorem, kroplą w czarze, możesz być znaczący i odegrać o
wiele większą rolę niż mógłbyś marzyć. Jesteś kimś. Nie takim kimś jak Kamil
Stoch albo Władimir Putin (patrzcie, jedno nazwisko spoza konfliktu zbrojnego!),
ale jesteś kimś więcej - możesz być kimś więcej.
Więc uwierz w siebie i zostań bohaterem. Nawet tylko dla
jednej osoby - nawet tylko dla siebie.
Aż dla siebie.
I pamiętaj, każde czyny się liczą. Szczególnie ważne są te
małe.