piątek, 14 marca 2014

Jak się powinno umierać?

Edytuj post
Napisane pod wpływem filmu, w trakcie korekty zmieniłam tylko kilka wyrazów. To tekst "na świeżo", pisany rozpaczliwie, ale wydaje mi się, że ma jakiś w tym urok. A co do tytułu - odpowiedzi tu nie znajdziecie.

Fandom: Kamienie na szaniec [film]
Główny bohater: Zośka
Bohater poboczny: Rudy, Monia, Hala, Oliwa, Niemiec (bezimienny)
Temat: Wyrzuty sumienia, bezsensowna śmierć, tortury
Liczba wyrazów: 815
Data powstania: 13.03.2014

To wyrzuty sumienia, przeklęte wyrzuty sumienia, są najgorsze. Obwinianie innych, a przecież tylu ich jest - tych, którzy są winni, którzy nic nie zrobili, albo gorzej - zabronili mu robić - to nic nie daje. W głowie wciąż kołacze się myśl, że to przecież jego wina, jedna samowolka nic nie znaczy (oprócz wyrzucenia z Armii Krajowej i Szarych Szeregów, ale przecież życie przyjaciela powinno być ważniejsze niż jakiekolwiek wyrzucenia). Najgorsze jest to, że ci wszyscy ludzie, którzy stali na przeszkodzie, wcale nie chcieli źle, po prostu inaczej patrzyli na sytuację, a on uległ. On by cię uratował, rozbrzmiewają w głowie słowa Moni, i wie, że Rudy rzeczywiście nie zważałby na rozkazy dowódców i miałby na celu jedynie uratowanie przyjaciela, ale on... Zważał. Czekał. I poniósł klęskę, bo wyrwanie Rudego (po tylu dniach, zmarnotrawionych, bezcennych dniach) nic nie dało. Rudy umarł w najgorszy z możliwych sposobów, śmiercią męczeńską, a to, że dostał Virtuti Militari, było oczywiste. Ku chwale ojczyźnie, mówi Zośka, kiedy tylko dowódca przekazuje mu wieść - mówi zrezygnowanym tonem, w którym jest tylko zrezygnowanie i obwinianie dowódcy - to, że tamten odwraca się, łapie go za poły kurtki i syczy: Co powiedziałeś? też jest oczywiste. Dowódca nie lubi sytuacji, gdy ktoś jest przeciwny jego zdaniu, a Zośka całym sobą chce być przeciwny. Za Rudego, bo on przecież teraz nie może być ani za, ani przeciw, więc Zośka jest przeciwny podwójnie (nawet jeśli przyjaciel nie przyznałby mu racji - ale jeśli chodziłoby o odbicie bliskiej osoby, nie mógłby tego nie zrobić). Co Rudemu po Virtuti Militari, skoro nie żyje? Co mu po wszelkich oznaczeniach, po szlochach, po żalu przyjaciół, skoro go już nie ma i nawet tego nie zobaczy?

~*~

Kiedy organizowana jest ostatnia akcja, w której Zośka bierze udział, na początku nic nie jest dobrze. W książkach, które czytał, w historiach, które z pałającymi oczami opowiadał mu Rudy, zawsze na początku było dobrze. Teraz nie jest - na scenę - ganek - wychodzi dziewczyna o blond włosach i perlistym śmiechu, wygląda jak Monia. Obok niej staje chłopak, którego jasne oblicze przywodzi Zośce na myśl twarz Rudego (to pierwszy moment tej akcji, gdy robi mu się niedobrze). Promienie słońca wślizgują się pomiędzy parę i oświetlają ich, a chłopak widzi wyraźnie, że to nie są, nie mogą być Janek z Monią. Ale potem się całują - wyglądają dokładnie jak oni (Tadeuszowi pojawia się w głowie obraz wściekłej, zrezygnowanej Moni o potulnym głosie, mającą naładowany pistolet w ręku - to już drugi moment). Dziewczyna śmieje się radośnie, a chłopak jej wtóruje (Zośka ich nienawidzi, bo Rudy już nie może się tak śmiać). Ona wreszcie odjeżdża, na starym, rozklekotanym rowerze (w piersi czuje rozpaczliwą tęsknotę i ból, który obejmuje całą jego postać), on wchodzi do domu. Chłopaki - żołnierze - włamują się do domu, szybko i sprawnie wysadzają budynek, wpadają do środka. Tadeusz zostaje na zewnątrz, blisko drzew, wcale go nie osłaniających. Rudy - to znaczy Niemiec - wybiega z domu ze zwierzęcym strachem w oczach (ma karabin w dłoniach, trzyma go prostopadle do podłoża, wycelowany we własne stopy - gdyby był bliżej, Zośka powiedziałby mu, że tak się nie trzyma broni, bo może wypalić, ale jest daleko). Zośka podnosi karabin - mały stary, z czasów Rudego - i celuje nim w tamtego. Ma zamiar wypalić, wybić w piersi dziurę (z mechaniczną, żołnierską precyzją), palec kładzie na spuście. Ale w tym momencie słońce gdzieś znika, chowa się za wspinającymi się w górę płomieniami, i przed Zośką stoi Janek. Tadeusz widzi, jak przyjaciel podnosi karabin, niepewnie, ale jest zdeterminowany (chce przeżyć). Patrzy mu prosto w oczy, jasne, niebieskie, bez popękanych żyłek i wielkiej ilości krwi wokół. Wahanie, dlaczego, przecież nigdy się nie wahał. Przecież to nie Rudy, Rudy nie żyje. Wreszcie - strzał!

Przeszywa powietrze w głośnym świstem. Bum, i po nim. Ale nie po Niemcu - on odwraca się i ucieka, nawet nie patrzy na Zośkę. Tadeusz słania się na nogach, stoi zaledwie kilka sekund, wieczność, całe życie, i pada. Prosto na drzewo, robi się czerwone od jego krwi. Świat zamazuje się przed oczami, świat jest za mgłą, ale przynajmniej nie ma Rudego, który do niego strzela. Jest za to szept (Hala, Rudy, Monia), sam nie wie, dlaczego akurat te imiona, ale to już nie ma znaczenia. Nic już nie ma znaczenia - tylko fakt, że Hala będzie zawiedziona i smutna, jest przygnębiający. Hala chciała, żeby przeżył, a on nawet tego nie potrafił zrobić. Nic nie potrafił - nie uratował przyjaciela (po czasie, po czasie się nie liczy).

Myśli stają się białe i zamglone, a Zośka nawet nie wie, z jakiego powodu upadł. Uśmiecha się więc (chociaż to może zrobić) i szepcze mantrę, jedyną rzecz, która kołacze mu się po głowie.

Hala, Rudy, Monia. Hala, Rudy. Monia, Rudy. Hala, Monia, Rudy. Rudy.

Śmierć jest bezbolesna, a Janka z pewnością bolało (tyle dni!). Wyrzuty sumienia - jak może umierać tak łatwo, tak szybko, bez tortur?

Nikt nie zna odpowiedzi.

2 komentarze:

  1. Kilka miesięcy temu oglądałam ten film. Jeszcze wcześniej, dawno, czytałam książkę. Przyjaźń jednak Alka i Rudego pozostała w mojej głowie.
    To co napisałaś... To jest piękne. Uwielbiam, uwielbiam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do mnie : http://blanka-diaries.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Proszę o sensowne, konstruktywne komentarze. Z góry dziękuję.
Bez spamu. To nie miejsce na reklamy blogów.

Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation