Napisane pod wpływem filmu, w trakcie korekty zmieniłam tylko kilka wyrazów. To tekst "na świeżo", pisany rozpaczliwie, ale wydaje mi się, że ma jakiś w tym urok. A co do tytułu - odpowiedzi tu nie znajdziecie.
Fandom: Kamienie na szaniec [film]
Główny bohater: Zośka
Bohater poboczny: Rudy, Monia, Hala, Oliwa, Niemiec (bezimienny)
Temat: Wyrzuty sumienia, bezsensowna śmierć, tortury
Liczba wyrazów: 815
Data powstania: 13.03.2014
To wyrzuty sumienia, przeklęte wyrzuty sumienia, są
najgorsze. Obwinianie innych, a przecież tylu ich jest - tych, którzy są winni,
którzy nic nie zrobili, albo gorzej - zabronili mu robić - to nic nie daje. W
głowie wciąż kołacze się myśl, że to przecież jego wina, jedna samowolka nic
nie znaczy (oprócz wyrzucenia z Armii Krajowej i Szarych Szeregów, ale przecież
życie przyjaciela powinno być ważniejsze niż jakiekolwiek wyrzucenia).
Najgorsze jest to, że ci wszyscy ludzie, którzy stali na przeszkodzie, wcale
nie chcieli źle, po prostu inaczej patrzyli na sytuację, a on uległ. On by cię uratował, rozbrzmiewają w
głowie słowa Moni, i wie, że Rudy rzeczywiście nie zważałby na rozkazy dowódców
i miałby na celu jedynie uratowanie przyjaciela, ale on... Zważał. Czekał. I
poniósł klęskę, bo wyrwanie Rudego (po tylu dniach, zmarnotrawionych,
bezcennych dniach) nic nie dało. Rudy umarł w najgorszy z możliwych sposobów,
śmiercią męczeńską, a to, że dostał Virtuti Militari, było oczywiste. Ku chwale ojczyźnie, mówi Zośka, kiedy
tylko dowódca przekazuje mu wieść - mówi zrezygnowanym tonem, w którym jest
tylko zrezygnowanie i obwinianie dowódcy - to, że tamten odwraca się, łapie go
za poły kurtki i syczy: Co powiedziałeś?
też jest oczywiste. Dowódca nie lubi sytuacji, gdy ktoś jest przeciwny jego
zdaniu, a Zośka całym sobą chce być przeciwny. Za Rudego, bo on przecież teraz
nie może być ani za, ani przeciw, więc Zośka jest przeciwny podwójnie (nawet
jeśli przyjaciel nie przyznałby mu racji - ale jeśli chodziłoby o odbicie
bliskiej osoby, nie mógłby tego nie zrobić). Co Rudemu po Virtuti Militari,
skoro nie żyje? Co mu po wszelkich oznaczeniach, po szlochach, po żalu
przyjaciół, skoro go już nie ma i nawet tego nie zobaczy?
~*~
Kiedy organizowana jest ostatnia akcja, w której Zośka
bierze udział, na początku nic nie jest dobrze. W książkach, które czytał, w
historiach, które z pałającymi oczami opowiadał mu Rudy, zawsze na początku
było dobrze. Teraz nie jest - na scenę - ganek - wychodzi dziewczyna o blond
włosach i perlistym śmiechu, wygląda jak Monia. Obok niej staje chłopak,
którego jasne oblicze przywodzi Zośce na myśl twarz Rudego (to pierwszy moment
tej akcji, gdy robi mu się niedobrze). Promienie słońca wślizgują się pomiędzy
parę i oświetlają ich, a chłopak widzi wyraźnie, że to nie są, nie mogą być
Janek z Monią. Ale potem się całują - wyglądają dokładnie jak oni (Tadeuszowi
pojawia się w głowie obraz wściekłej, zrezygnowanej Moni o potulnym głosie,
mającą naładowany pistolet w ręku - to już drugi moment). Dziewczyna śmieje się
radośnie, a chłopak jej wtóruje (Zośka ich nienawidzi, bo Rudy już nie może się
tak śmiać). Ona wreszcie odjeżdża, na starym, rozklekotanym rowerze (w piersi
czuje rozpaczliwą tęsknotę i ból, który obejmuje całą jego postać), on wchodzi
do domu. Chłopaki - żołnierze - włamują się do domu, szybko i sprawnie
wysadzają budynek, wpadają do środka. Tadeusz zostaje na zewnątrz, blisko
drzew, wcale go nie osłaniających. Rudy - to znaczy Niemiec - wybiega z domu ze
zwierzęcym strachem w oczach (ma karabin w dłoniach, trzyma go prostopadle do
podłoża, wycelowany we własne stopy - gdyby był bliżej, Zośka powiedziałby mu,
że tak się nie trzyma broni, bo może wypalić, ale jest daleko). Zośka podnosi
karabin - mały stary, z czasów Rudego - i celuje nim w tamtego. Ma zamiar
wypalić, wybić w piersi dziurę (z mechaniczną, żołnierską precyzją), palec
kładzie na spuście. Ale w tym momencie słońce gdzieś znika, chowa się za
wspinającymi się w górę płomieniami, i przed Zośką stoi Janek. Tadeusz widzi,
jak przyjaciel podnosi karabin, niepewnie, ale jest zdeterminowany (chce
przeżyć). Patrzy mu prosto w oczy, jasne, niebieskie, bez popękanych żyłek i
wielkiej ilości krwi wokół. Wahanie, dlaczego, przecież nigdy się nie wahał.
Przecież to nie Rudy, Rudy nie żyje. Wreszcie - strzał!
Przeszywa powietrze w głośnym świstem. Bum, i po nim. Ale
nie po Niemcu - on odwraca się i ucieka, nawet nie patrzy na Zośkę. Tadeusz
słania się na nogach, stoi zaledwie kilka sekund, wieczność, całe życie, i
pada. Prosto na drzewo, robi się czerwone od jego krwi. Świat zamazuje się
przed oczami, świat jest za mgłą, ale przynajmniej nie ma Rudego, który do
niego strzela. Jest za to szept (Hala,
Rudy, Monia), sam nie wie, dlaczego akurat te imiona, ale to już nie ma
znaczenia. Nic już nie ma znaczenia - tylko fakt, że Hala będzie zawiedziona i
smutna, jest przygnębiający. Hala chciała, żeby przeżył, a on nawet tego nie
potrafił zrobić. Nic nie potrafił - nie uratował przyjaciela (po czasie, po
czasie się nie liczy).
Myśli stają się białe i zamglone, a Zośka nawet nie wie, z
jakiego powodu upadł. Uśmiecha się więc (chociaż to może zrobić) i szepcze
mantrę, jedyną rzecz, która kołacze mu się po głowie.
Hala, Rudy, Monia.
Hala, Rudy. Monia, Rudy. Hala, Monia, Rudy. Rudy.
Śmierć jest bezbolesna, a Janka z pewnością bolało (tyle
dni!). Wyrzuty sumienia - jak może umierać tak łatwo, tak szybko, bez tortur?
Nikt nie zna odpowiedzi.
Kilka miesięcy temu oglądałam ten film. Jeszcze wcześniej, dawno, czytałam książkę. Przyjaźń jednak Alka i Rudego pozostała w mojej głowie.
OdpowiedzUsuńTo co napisałaś... To jest piękne. Uwielbiam, uwielbiam...
Zapraszam do mnie : http://blanka-diaries.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń