Moje ferie skończyły się dokładnie wczoraj, a ja stwierdziłam, że było kilkadziesiąt rzeczy w ferie, które robiłam po raz pierwszy albo wyjątkowo, ale z nich wszystkich jestem dumna. Jestem też dziwnie szczęśliwa i moje palce biegają po klawiaturze niczym mrówki budujące kopisko, a nawet szybciej.
Zawsze chciałam przeżyć jakiś czas inaczej niż zwykle i mieć coś, czym mogę się pochwalić nawet tylko sama przed sobą. Jednak przyjemniej jest chwalić się przed publicznością, więc moją tytułową listę umieszczam też tutaj. Mam dziwne przeczucie, że nie każdy będzie miał ochotę przebijać się przez ścianę tekstu, więc jeśli nie chcecie tego robić, proponuję przelecenie wzrokiem i wyłapanie kilku czynności, które was zainspirują. Nie będę się obrażać, jeśli ukradniecie coś z tej listy.
To mój pierwszy prawdziwie prywatny post i myślę, że mówi więcej o mnie niż jakikolwiek inny test. Powiem Wam, że robienie go było niesamowicie przyjemne i Was też zachęcam do wykonania własnych takich list - zachęcam do pochwalenia się w komentarzu, jeśli niedawno też zrobiliście coś ciekawego i coś, z czego jesteście dumni i pełni podziwu dla samych siebie.
Założyłam grzywkę, która, nawet sztuczna, jest czadowa i zaplanowałam ścięcie własnej, pofarbowałam kosmyk włosów na fioletowo i na chwilę, nosiłam spódnicę i czułam się w niej normalnie i wygodnie - jestem jedną z dziewczyn, które nawet lubią spódnice, ale niezbyt często je noszą, bo wciąż mają wrażenie, że w spodniach wyglądają lepiej, przestałam myśleć o tym, jak grubo muszę wyglądać w spodniach narciarskich, piłam kawę z syropem truskawkowym, a kilka dni później też z cynamonowym, kupiłam kilka książek bez uprzedniego planowania, nauczyłam się śmielej rozmawiać z dorosłymi, odsunęłam się od internetu i zatopiłam w książkach - ale nie na zbyt długo, nie miałam aż tyle czasu, uśmiechałam się coraz więcej, zaczęłam jeść pizzę bez dodatków, skonsumowałam też pizzę z nutellą i, dacie wiarę?, była bajeczna, podszkoliłam się w jeździe na łyżwach, którą zaczęłam całkiem niedawno, nauczyłam się jeździć tyłem i wyprzedzać innych w jeździe przodem, powróciłam do muzyki, która kilka lat temu była moją ulubioną, ale potem o niej zapomniałam i zaczęłam znów słuchać Perfektu, dodatkowo nauczyłam się kilku ich piosenek na pamięć, napisałam filozoficzne wypracowanie na dodatkowe zajęcia humanistyczne, napisałam dwa wiersze, które całkiem mi się podobają, powróciłam do czytania poezji i odkryłam, że uwielbiam Herberta i Osiecką, tańczyłam dużo i gwałtownie, a jednocześnie z gracją, śpiewałam Autobiografię na cały głos trzy razy pod rząd, czytałam blogi lifestylowe i poczułam się wolna i pełna motywacji, oglądnęłam Złodziejkę książek i płakałam potem niemalże godzinę (wspomnę tylko, że nie oglądam telewizji, a na filmy chodzę do kina i w zasadzie to nawet teledysków nie widziałam już od dłuższego czasu, więc jako film oglądnięty po dłuższej przerwie Złodziejka spisała się znakomicie), skakałam na pontonie na materac z całkiem pokaźnej wysokości i znowu poczułam się wolna (zanim niemalże nabiłam sobie guza na policzku), przykładałam lód do twarzy (żadne romantyczne doznanie, to wciąż ten guz) i ukradkiem lizałam ten kawałek lodu, przeczytałam trzy poważne książki, z czego jedna zmieniła mój pogląd na samobójstwo, natychmiast po feriach udałam się do biblioteki i wypożyczyłam znów trzy poważne książki, zaczęłam myśleć naprawdę i filozofować, a przy okazji wcielać się w ciała innych ludzi - przynajmniej próbowałam i przyznam, że było to bardzo ciekawe doświadczenie, myślałam stanowczo za dużo, jaki smak mogą mieć usta chłopaka, do którego ostatnio uciekają moje myśli, byłam niewiarygodnie i niepoprawnie szczęśliwa, był taki dzień, kiedy mówiłam szybko, bez ładu i składu i czułam się wspaniale, przytulałam ludzi często i długo, ani razu nie zerknęłam w wyświetlacz telefonu, wymyśliłam niestworzoną historię i myślałam o imionach i ich znaczeniu, miałam piękne sny. Byłam bardziej optymistyczna niż kiedykolwiek wcześniej.
I pomyślałam, czy nie przekształcić bloga w bardziej pozytywnego i lifestylowego. Albo bardziej prywatnego i poradniczego. Albo przemyśleniowego i filozoficznego. To jeszcze luźne koncepcje, które powoli dojrzewają w mojej głowie, mam nadzieję, że kwiaty, które z nich wyrosną, będą pięknę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę o sensowne, konstruktywne komentarze. Z góry dziękuję.
Bez spamu. To nie miejsce na reklamy blogów.