środa, 11 grudnia 2013

Uczę się; za sześćdziesiąt lat znowu cię zobaczę

Edytuj post
Fandom: Percy Jackson i bogowie olimpijscy, Olimpijscy herosi [Rick Riordan]
Główny bohater: Nico di Angelo
Bohater poboczny: Percy Jackson
Pairing: Nico/Percy [slash]
Liczba wyrazów:
 185
Data powstania: 10.12.2013

Uczę się podnosić głowę coraz wyżej, ale nie za wysoko. Uczę się chodzić prosto i równo i nie potykać się ani o własne kończyny, ani o przedmioty leżące na podłodze. Uczę się uśmiechać, trenuję przed lustrem długie godziny układanie warg w delikatny, przyjemny grymas. Uczę się nie mówić za dużo i odzywać tylko w razie konieczności. Uczę się nie odwracać głowy, gdy słyszę ich głosy.

Oni mogą myśleć, że udaje mi się to zrobić, ale nie wiedzą, że to tylko pozory. To zawsze są pozory. Również w ich przypadku.

Coraz rzadziej słyszę gwizdy i szepty za sobą. Coraz rzadziej ktoś woła do mnie: "Lepiej, żebyś to ty zginął, bo nie byłeś go wart, pojebany pedale!". Coraz rzadziej rankiem budzę się z poduszką mokrą od łez.

Nie, nie zapomniałem, ale pamiętam twoją obietnicę, i to ona dodaje mi sił.

Spotkamy się za sześćdziesiąt lat, dobrze, Nico? Będę na ciebie czekał. A kiedy się odrodzimy, nie napotkamy na wspólnej drodze żadnej dziewczyny, z którą musiałbym być, ani żadnej wojny, którą musielibyśmy wygrać. 
Będziemy tylko my i nic więcej, żadnych śmierci wokół, żadnych ważniejszych spraw. Załatwię to. Obiecuję.

Uwaga! Miniaturka prawdopodobnie będzie rozwijana, możecie spodziewać się dalszych części dodawanych w tym poście. 

3 komentarze:

  1. Wybaczysz, że tak późno?
    Miałam ogromny zastój i trzytygodniowy wstręt do blogowania. To ostatnie zdarza się chyba każdemu. Mnie od jakiegoś czasu, jakby coraz częściej. Nie zmienia to jednak faktu, że wracam i od teraz postaram się być na bieżąco.

    Tekst [miniaturkę] musiałam przeczytać trzy razy. Podejrzewam, że gdybym rzuciła na niego okiem jeszcze tych kilka, wyciągnęłabym naprawdę wiele wniosków. Przychodzi mi tutaj na myśl hermeneutyczna interpretacja tekstów literackich. Bo ten należy interpretować w taki właśnie sposób. Zasługuje na to. Czytasz go raz, drugi, dziesiąty i im głębiej w niego wnikasz, tym więcej wyciągasz wniosków. Tyle tylko, że za każdym razem masz ich dwa razy więcej. Bo obok jednego wątku pojawiają się następne. I tak bez końca. Czy to zaleta? Ogromna. Chociaż, jak na moje oko, jest to dosyć trudny tekst postaram się odpowiednio go zinterpretować. I mam ogromną nadzieję, że nie zrobię tego zbyt dosłownie, albo, co gorsza, niezgodnie z intencjami autorki.
    Zatem tak: mamy związek męsko - męski, który kiedyś istniał, dziś jednak jedynym śladem po nim jest osobliwa obietnica złożona przez tego, którego nie ma już wśród żywych. Obietnica spotkania za sześćdziesiąt lat. Może i mało obiecująca, ale, jak to się mówi: lepsza taka niż żadna.
    Od razu muszę Ci napisać, że nie znam cyklu na którego podstawie napisałaś to FF. Może to dobrze, a może źle? Sama nie wiem.
    Wracając do podmiotu. Skoro bohater jest Bogiem, a miejsce takich jest przecież na Olimpie, to dlaczego odnoszę wrażenie, że... został strącony na ziemię? Czyżby za karę? Załóżmy, że tak jest. Chociaż... z drugiej strony nasuwa mi się pewna wątpliwość: może Bogowie są bardziej ludzcy od samych ludzi? W tym miejscu dostrzegam problem nietolerancji, który nie powinien (?) przecież ich dotyczyć. A jednak... zachowując się jak ludzie stają się nimi. Są słabi i strachliwi. Bo czyż obie te cechy nie są przypadłościami typowymi dla ludzi. Pierwiastek boskości gdzieś ulatuje. Pozostaje jeszcze kwestia bohatera, który najwyraźniej z czasem trochę uodpornił się na krzywe spojrzenia i z podniesioną głową nauczył się znosić obelgi ze strony Bogów/ew. ludzi (ta kwestia pozostaje dla mnie nierozstrzygnięta).

    Ostatecznie jednak pojawia się w tym wszystkim jakaś nadzieja, o której zresztą już wspominałam. Może i licha, może i poparta tylko słowami przyjaciela, ale bez wątpienia taka, której warto się trzymać. Bo jeśli nie jej... to czego?

    Piękny i wartościowy tekst.

    Obiecuję, jak najszybciej zajrzeć na Twojego bloga.
    Tym razem z pewnością znajdę czas.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się, rozumiem, mi także czasem się to zdarza, przychodzi wraz z niechęcią i urazą. Ostatnio co prawda odwrotnie niż u Ciebie, bowiem coraz rzadziej, jednakże u mnie też się pojawia i nawet śmiem przypuszczać, że więcej blogujących osób czasem posiada takie odczucia.
    Starałam się w tej miniaturce zawrzeć dużo emocji, dużo niedopowiedzeń [tak swoją drogą, wychodzi mi to o niebo lepiej niż pisanie długich, rozwlekłych opisów i wyjaśnianie wielu kwestii - wolę, aby czytelnik sam się zastanowił, sam pomyślał, sam zrozumiał. Cieszę się bardzo, że Ty się postarałaś i przeczytałaś aż tyle razy, to wielki komplement dla autora.
    Obawiałam się, czy nie za trudny do interpretacji, bowiem bardzo łatwo przesadzić i w tę stronę, a ja wciąż się lekko chyboczę na linii między trudną interpretacją i za trudną. Powoli spadam w otchłanie drugiej możliwości, ale mam nadzieję, że Tobie udało się prawidłowo zinterpretować. [Dosłowna interpretacja nie jest zła, po prostu jest dosłowna i to jej główny mankament.]
    Początkowo interpretacja się zgadza, rzeczywiście, związek ten istniał i to całkiem niedawno przed wydarzeniami opisanymi w miniaturce, a potem On [cóż, nie mam pojęcia, jak go określić - partner, chłopak, mężczyzna? Imię w końcu nic Ci nie powie - na razie pozostaję przy opcji On] zginął. Nad tymi sześćdziesięcioma latami chwilę się zastanawiałam, chciałam wymyślić taką liczbę, aby narrator zdążył przeżyć swoje życie i zdobyć doświadczenia, a dopiero potem także umrzeć [obiecująca perspektywa, czyż nie?]. Następnie, według wcześniej ułożonego planu, bohaterowie mieliby się odrodzić [czego to Grecy nie wymyślą!] i razem żyć, tym razem szczęśliwie, bez problemów w postaci niechcianych dziewcząt czy wspomnianych w tekście wojen.
    Mało osób, których blogi na Bloggerze obserwuję, go zna, popularny był raczej kilka lat temu. Na pewno bez znajomości książek jesteś w stanie wysnuć inne wnioski i wyciągnąć inne spostrzeżenia - to dobrze. Z kolei, niestety, nie zrozumiesz miniaturki tak, jak zrozumiałaby ją osoba całkiem w temacie obeznana - cóż, ma to swoje plusy i minusy.
    Nie wiem, czy coś źle napisałam [ech, pewnie tak], czy Ty po wstępie odniosłaś takie wrażenie - nie, bohater nie jest bogiem [w tym przypadku piszemy ten wyraz z małej litery, to tylko greccy bogowie, nie z dużej jak katolickiego Boga]. Bohater jest herosem, czyli półbogiem, czyli dzieckiem boga i śmiertelnika. Na ziemi przebywa na co dzień, więc raczej nie miałby możliwości zostać strąconym.
    Tutaj w interpretacji to bóstwo się nie zgadza, ale komentarz tak czy inaczej bardzo mi się podoba. Nietolerancja, cechy charakterystyczne dla ludzi - wspaniały temat do rozważania, aż zyskałam pomysł na nową miniaturę :) I to stwierdzenie, że bogowie mogą być bardziej ludzcy, bardziej humanitarni od ludzi - stwierdzenie z całą pewnością bardzo śmiałe, ale w niektórych przypadkach [albo nawet i większości] słuszne. Poniekąd.
    "Pozostaje jeszcze kwestia bohatera, który najwyraźniej z czasem trochę uodpornił się na krzywe spojrzenia i z podniesioną głową nauczył się znosić obelgi ze strony Bogów/ew. ludzi (ta kwestia pozostaje dla mnie nierozstrzygnięta). " - obelgi ze strony półbogów, bliżej im do ludzi, możemy uznać, że ludzi. Nie jestem pewna, czy się uodpornił, czy po prostu przestało mu zależeć [mam wrażenie, że z tekstu można wywnioskować i to, i to, więc Twoja interpretacja jest jak najbardziej poprawna].


    No właśnie, została tylko nadzieja. A może aż nadzieja. Może tak wielka, że stanowi cały świat.
    Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz, dzięki niemu mogłam zobaczyć miniaturkę oczami osoby nie znającej cyklu o Percym Jacksonie i z pewnością czegoś mnie to nauczyło. Dziękuję Ci też, ponieważ spodziewam się, że taka interpretacja musiała zająć pewną ilość czasu, a informacje przemykały obok, trochę ukryte, i mimo że tekst był ciężki, cieszę się, że uznałaś, że warto podjąć się interpretacji. Jak już mówiłam, to naprawdę wielki komplement i moje ego czuje się mile połechtane :).
    Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i również pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I, zapomniałam dodać - widzę, że zmieniłaś avatar, delikatny, subtelny i kobiecy jest ten nowy, przypadł mi do gustu.

      Usuń

Proszę o sensowne, konstruktywne komentarze. Z góry dziękuję.
Bez spamu. To nie miejsce na reklamy blogów.

Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation